Wiosenne oczyszczanie czyli moja pierwsza głodówka o wodzie.

Wiosenne oczyszczanie czyli moja pierwsza głodówka o wodzie.

Tematem głodówki zainteresowałam się w grudniu 2013. Wcześniej słyszałam o diecie warzywno- owocowej dr Dąbrowskiej. Któregoś dnia przeczytałam artykuł na http://www.akademiawitalnosci.pl/5-mitow-na-temat-postu-i-cenny-wyklad-fachowca-dr-ewy-dabrowskiej/ . Nie obejrzałam do dziś wykładów, ale zaczęłam przeczesywać informacje w internecie, żeby zgłębić temat. „Po nitce do kłębka” trafiłam na stronę Pana Remigiusza Stanisławskiego: http://www.rstanislawski.sklepna5.pl/informacje/1/jak-wyleczylem-sie-glodem-i-dieta.html przeczytałam ją chyba całą. Skontaktowałam się z teraz już 92 letnim Autorem, porozmawialiśmy chyba z pół godziny i zamówiłam 30 egzemplarzy książki dla siebie i Przyjaciół- część kupiła ja ode mnie jako prezenty świąteczne na Boże Narodzenie. Przeczytałam 2 rozdziały.

Pomyślałam, że w czasie Wielkiego Postu przejdę głodówkę. Tematu więcej nie zgłębiałam ale mentalnie się do tego przygotowywałam. Wspominając kilku znajomym usłyszałam, że przechodzili głodówki i że polecają je jako oczyszczenie i odnowę organizmu. Do książki miałam sięgnąć…czas mijał, jako osoba nie praktykująca żadnej religii nawet nie zauważyłam, kiedy za tydzień miała być Środa Popielcowa…

Może zwlekałabym, ale zmobilizował mnie Bliski Znajomy z Paryża, któremu doradzałam modyfikacje sposobu odżywiania. W piątek przed początkiem Wielkiego Postu byliśmy na pysznym lunchu w słynnej restauracji Amber Room a we wtorek napisał mi, że ostatnim jego posiłkiem była kolacja w niedzielę. Pomyślałam: „skoro człowiek, który dziennie jadał m. in. 10 jaj na surowo i 20 dkg boczku może przejść głodówkę, praktycznie ‘z marszu’ to i ja mogę.” Wiem, mało rozsądne 😉

Ktoś może powiedzieć, że to nieodpowiedzialne, że tak z marszu…

Kilka info o moim ‘z marszu’ i mojej historii odżywiania.

Już w podstawówce miałam straszne problemy z cerą- dla dziewczyny, której średnia na koniec ogólniaka wynosiła 5,16 to była duża trauma…

Zmiana kolejnych nawyków żywieniowych spowodowała, że dziś moja skóra na twarzy nie nosi po tamtych czasach żadnych śladów a niedawno odkryłam w dokumentacji medycznej, że był to Gronkowiec Złocisty…

Nie używam cukru od 18 lat. Sporadycznie zjem jakiś słodki łakoć. W ostatnim roku część przetworów zrobiłam ze świeżym zielem stewi- polecam!

Od blisko 12 lat używam naturalnych, ziołowych Biologicznie Aktywnych Dodatków do Żywności- BAD-ów (suplementów) Vision (http://client.visionshop.me/?from=Beata)

Nie jem mięsa ponad 10 lat (jadam kilka razy do roku, małe ilości, ze sprawdzonych źródeł- sama z siebie mięsa dla siebie nie kupuję).

Nie jem mleka i pochodnych od ponad 1,5 roku (ponad 7 lat temu odstawiłam masło i jogurty owocowe), ryby zwykle i sporadycznie w restauracji, jak nie ma nic wege do jedzenia, średnio raz na kwartał jem śledzie.

Od blisko roku jadam więcej niż 50%-70% jedzenia na surowo, hoduje kiełki w domu metodą słoikową- kiełkowałam już ponad 15 różnych nasion.

Jadam jeszcze jaja.

Za kilka miesięcy skończę 40 lat.

Nie mam męża ani dzieci, więc niektórzy mogą powiedzieć, że jest mi łatwiej.

Robię coraz więcej i świadomiej dla swojego zdrowia.

Od blisko 20 lat poruszam się po Warszawie na rowerze, zaraz minie 4 lata jak rowerem przemieszczam się po stolicy w 99% przypadków, łącznie z zima. Potrafię dziennie robić nawet 50 km, choć zwykle jest to 10-30 km.

W ciągu ostatnich 12 lat 2 razy użyłam jakiegokolwiek leku- w 2006 roku pod koniec miesięcznego pobytu w Indiach antybiotyk na grzyba w prawym uchu i ponad rok temu 8 tabletek nurofenu forte po wypadku rowerowym, gdzie miałam zwichnięty staw barkowo- obojczykowy prawy, przesunięcia w kręgosłupie i pozrywane wiązadła i ścięgna w obręczy barkowej. W szpitalu nie zgodziłam się na operacje. Suplementy i bioenergoterapeuta, który mnie poustawiał i potem pracował nade mną energia przez 6,5 miesięcy, spowodowały, że nawet bez rehabilitacji znów w warszawskich korkach na rowerze mknę szybciej niż Porsche ;).

Był taki czas w latach 2008- 2010, że w ciągu 15 miesięcy byłam 42 razy w samolocie- obie Ameryki- Północna 4 razy, Południowa raz na miesiąc, plus Europa. Różnice wysokości poza samolotem- do 4500 m npm, różnice czasu do 8 godzin i temperatury do ponad 50 stopni C.

Wtedy jadłam kilkanaście suplementow Vision w miesiącu. To było życie na dużo większych obrotach niż to, jakim żyję teraz- od 12 lat bez leków, bez wspomagaczy, ze zdrowym jedzeniem, które coraz świadomiej wybieram.

To był mój ‘wstęp’ do głodówki ‘z marszu’.

Tym sposobem od środy Popielcowej- 5 marca zaczęłam głodówkę o wodzie i suplementach Vision. Była moją pierwsza, ale już wiem, że będę regularnie robiła kolejne. Celem tej było oczyszczenie się na rożnych poziomach i prywatne intencje, które sobie wybrałam. Była to głodówka o wodzie, suplementach Vision- 6 kapsułek dziennie i z ziołową herbatą Vision.

Dodatkowo pierwsze 4 dni zaczynałam od wypicia na czczo naparu z piołunu, który sama wcześniej zbierałam na wsi i suszyłam… Żeby dodatkowo profilaktycznie- mam nadzieję- zadziałać przeciw pasożytom. Co prawda w opisach http://pl.wikipedia.org/wiki/Bylica_pio%C5%82un teraz widzę, że piołun „pobudza funkcje wydzielnicze przewodu pokarmowego, zwiększa apetyt”, ale też „działa żółciopędnie i odkażająco”. Przeżyłam… smak-polecam tylko dla wrogów, jeśli ktoś ma!

Rano brałam po jednej kapsułce tych suplementów Vision, które akurat jadłam- Detox, Nutrimax Artemida, potem skończył się Nutrimax, wiec zaczęłam brać DiGuard nano. (info o nich znajdziesz tu: http://www.vision-polska.pl/production-new/alphabet/ ). I woda, dużo wody. Z półlitrowej szklanej butelki piłam wodę, w której najpierw był szungit a potem krzemień. Myślę, że wypijałam od 3 do 5 litrów dziennie.

Normalnie w tym czasie zajmowałam się moim biznesem, miałam spotkania, rozmawiałam przez telefon i na żywo, pisałam maile, czytałam wiadomości, przemieszczałam się na rowerze. Spałam ok. 7-8 godzin.

Moim celem było oczyszczenie się z tego, co wewnątrz mojego organizmu jest mi zbędne. Mamy niesamowite możliwości samoregulacji- dzieje się to i w trakcie głodówki, gdy organizm przechodzi na wewnętrzne (endogenne) trawienie. Spala wtedy niepotrzebnie odłożony tłuszcz, cholesterol i inne niepotrzebne i szkodliwe substancje i tkanki. Białko organizm czerpie w tym czasie między innymi z trawienia swoich uszkodzonych komórek. Przewidywałam utratę wagi, było to skutkiem ubocznym a nie celem oczyszczania głodówką. Moja waga w ciągu 11 dni głodówki o wodzie spadła o 10% wyjściowej.

Miałam pytania o kryzysy, niedogodności. Niewielki ból czy raczej szum w głowie miałam pierwszego dnia- po prostu poszłam wcześniej spać. Kolejny mini- kryzys a raczej zmęczenie przyszło 6 intensywnego dnia. Tu też łóżko i sen przyszły mi z pomocą, choć trafiłam do niego dopiero po północy. Głodu prawie nie odczuwałam, może pierwszego i drugiego dnia. Przyznaję- lewatywy nie zrobiłam- po prostu od 6 dnia nie bardzo miałam ku temu warunki a wcześniej jej nie zastosowałam. 11 dnia po pożegnalnym śniadaniu z Gościem (ja przygotowywałam śniadanie, Oj jadł, ja patrzyłam i rozmawialiśmy), po porannych szybkich zakupach na bazarku i bardzo długim spotkaniu z Przyjaciółką wróciłam zmarznięta do domu i …wczesnym wieczorem przeczytałam 3 magazyny o podróżach i poszłam spać 🙂

Głodówkę skończyłam w sobotę, po 11 dniach o wodzie i suplementach Vision i ziołowej harbatce Vision.

W niedzielę, już 1 dnia po głodówce zrobiłam sobie Dzień Flegmusia- spałam, piłam, czytałam. Dokończyłam czytać książkę Pana Romualda. Piłam 2/3 szklanki soku z prawdziwe kiszonej kapusty rozcieńczonego wodą i wodę. To było nadal prawie jak głodówka…

Poniedziałek, 2 dzień powrotu do jedzenia zrobiłam sobie koktajl/szejk: 1 banan, 4 garście mrożonych aronii, które sama przed ponad 20 laty sadziłam, woda, do 2 tury dodałam jeszcze jabłko. Zajadałam delikatnie, patrząc jak moje wnętrze zareaguje. Reagowało super! Wiesz jak to było poczuć w ustach, buzi a potem w przełyku coś, co było jedzeniem? Jakie to emocje, wrażenia? Bliskie Boskości! Wiesz, jak po głodówce smakuje jedzenie?! Jak aromat, ‘poezja’ lub coś, o czym marzyłeś od dzieciństwa…Chyba nigdy tak jedzenia nie postrzegałam ani smakowałam…

Wieczorem nabyłam od Znajomych 6 litrów świeżego soku z brzozy.

We wtorek, 3 dnia powrotu piłam sok z brzozy właśnie a do jedzenia zmiksowałam- zrobiłam to pierwszy raz:
garść kiszonej kapusty ze wsi kupionej na bazarku
małe jabłko w całości
mała cebula
płaska łyżeczka chrzanu od Pani Marii z bazarku (niezły zajzajer!)
garstka kiełków proso
trochę soku z ogórków kiszonych
łyżka oleju rzepakowego z 1 tłoczenia na zimno
łyżka sezamu
odrobina majeranku

Druga tura była bez sezamu za to z jednym małym burakiem kiszonym i dodatkowo łyżką kiełków rzodkwi.
Obydwie wersje przepyszne, nigdy takich składników w takiej postaci nie jadłam. Było w nich bogactwo niespotykanych doznań smakowych i życia- wszystko było albo żywe albo ukiszone!

Jedzenie ma niesamowity smak po tylu dniach nie- jedzenia!

We wtorek wieczorem zadzwoniłam do Pana Romulada, mojej Inspiracji, zdałam mu relację z głodowania, zadał mi dodatkowe pytania i ucieszył się, że propaguję jego wiedzę i doświadczenie.

Zaczarowana smakami wtorkowych miksów surówkowych we środę je jeszcze zmodyfikowałam. Zamiast oleju rzepakowego dodałam oliwę z oliwek, prezent prosto z Włoch od Zaprzyjaźnionego Mężczyzny, cały kiszony ogórek i 3 plasterki suszonych włoskich pomidorów drobno pokrojonych i zmiksowanych z resztą składników, wszystko jeszcze z odrobiną marokańskich przypraw. Jednym słowem: wspaniałość!!!

Zdjęcie na szybko zaaranżowałam, żeby pokazać to, co zostało z kolacji 🙂

Surowy miks sałatkowy1 225x300 Wiosenne oczyszczanie czyli moja pierwsza głodówka o wodzie.Podsumowując: warto było i cieszę się, że się na taką oczyszczającą głodówkę zdecydowałam. Nie traktuj proszę moich pozytywnych doświadczeń jako gwarancję Twoich. Weź z nich inspiracje, ‘przetraw’, przemyśl, pomedytuj i zrób swoją głodówkę oczyszczającą. W internecie jest dostępnych wiele artykułów i świadectw o głodówce. Zachęcam Cię do przyjrzenia się tematowi i zgłębienia go, a później praktykowania na sobie. Ja na bieżąco robiłam wpisy na FB po to, żeby ‘odczarować’ głodówkę, pokazać, że jest dla każdego i że każdy może mieć z niej korzyści. Żeby dodać innym odwagi i ośmielić ich, by też to przeszli.

Sama stale zmieniając swoje nawyki żywieniowe w zdrowsza stronę coraz częściej obserwuję sytuacje, że większość ludzi jest skłonna zapłacić każdą cenę (każdy ma swoja wysokość tego: „każdą”) w pieniądzach, byleby niczego nie musieli zmieniać w sobie i swoich zwyczajach jedzeniowych. Odłącz się od tego trendu, miej radość w przygotowywaniu sobie jedzenia i poŻYWienia.

Życzę Ci zdrowia. W każdej chwili, w każdej postaci. To podstawa dobroBYTU. Bycie. Bycie zdrowym, sprawnym i radującym się Życiem, Naturą i Magią Naszej Matki Ziemi.

Beata

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ważne i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Wiosenne oczyszczanie czyli moja pierwsza głodówka o wodzie.

  1. wow!
    cudnie 🙂
    gratulacje i masz chyba pióro jeszcze lepsze po głodówce :)))
    jedzenie po głodówce oj tak, smakuje – tak opisałaś, że aż zgłodniałem hmm poŻYWienia 😉
    już się nie mogę doczekać recenzji z wizyty u p. Romualda, to będzie hit tak jak ten wpis 🙂
    dodam tylko, że właśnie idealnie jest to wszystko zsynchronizowane w czasie ten post pozimowy bo brzoza puszcza soki (najwięcej w pełnię na przedwiośniu)
    więcej o soku z brzozy np tutaj: http://ciecinski.eco.pl/sok.html
    lecę na działkę po sok, zainspirowałaś Beatko 🙂 dziękuję 🙂

    • Witku, jest jeszcze jedna osoba chetna na odwiedziny u Pana Romualda.
      Zapytam go, kiedy mozemy go odwiedzic- moze jak bedzie jeszcze wiosenniej, to pomozemy mu w kilkusetmetrowym ogrodku warzywnym, ktory sam uprawia?
      O soku z brzozy jeszcze poczytam.
      I bede jeszcze wiosna pic swiezy 🙂

  2. Super – dzięki za relacje!

  3. Ela pisze:

    Kiedy zobaczyłam pierwszą informację od Beaty na facebooku – pomyślałam ciekawe. Potem zaczęłam myśleć może i dla mnie. Post, wiosna i przekonanie, że naturalne metody działają najlepiej – skłoniła mnie do coraz poważniejszego myślenia, że dobry czas na głodówkę dla mnie. A że znam Beatę to i zaufanie, że to musi być dla zdrowia korzystne było od początku. Wiedziałam, że nie muszę „studiować” i analizować – mogę w ciemno w to pójść. Wyznaczyłam sobie termin i czekałam na relację Beaty.
    Relację przeczytałam – nie wgryzając się w artykuły. Psychicznie na dzień 0 nastrajałam się kilka dni. No i nadszedł ten poniedziałek 24.03 i zaczęłam. Najbardziej obawiałam się czy w związku z intensywną pracą, prowadzeniem kuchni dla rodziny – moja fizjonomia i silna wola dadzą radę. Jestem zaskoczona jak łatwo poszło. Gotowałam bez sprawdzania smaku a rodzina chwaliła, że smaczne.
    W weekend 2 wyprawy rowerowe – też bez wielkiego problemu. Rodzina wciąż dopytuje czy ja naprawdę nic nie jem – bo funkcjonuję normalnie. A z każdym dniem potrzebowałam coraz mniej snu.
    Dziś 10 dzień. Waga spadła o 10% wyjściowej wagi. Jutro wprowadzam już soki warzywne i zaczynam wracać do jedzenie.
    Czuję się świetnie – gorąco polecam.
    P.S. Aha – ważne pożywienie jedyne jakie przyjmowałam to suplementy płynne – witaminy, minerały itd. Przyjmuję je na stałe

    • Elu, dziękuję za komentarz i za Twoja relację.
      Jesteś dzielna!
      Ciesze się i gratuluje Ci kolejny raz, że skorzystałaś z inspiracji i przeszłaś głodówkę!
      Zobacz, każda z nas ledwie się podejrzewała, że da radę a obie przeszłyśmy głodówkowe oczyszczanie bardzo gładko.
      Myślę, że kolejne razy będą już łatwiejsze i dłuższe.
      Życzę CI i zdrowia i radości i pysznych obiadów po powrocie do jedzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*